piątek, 31 grudnia 2010

119. Słów kilka na koniec roku starego i słów parę na początek roku nowego

Skoro za godzin parę na przyjść nowy okres, to wypada też coś nowego w wirtualu wprowadzić, tak aby oba światy nowością spłynęły na dzień 1. stycznia 2011 roku.
Trzeba by było słów kilka poświęcić na podsumowanie mijającego roku i co nieco wspomnieć o dalekosiężnych planach na nowy okres. Na pewno nie dam rady spłodzić obszernego sprawozdania, ale pokrótce coś nastukam.

Rozpocznę od przywołania ubiegłorocznych postanowień i założeń na rok 2010:


1 . W maju czeka mnie prawdopodobnie wyjazd na Zieloną Szkołę z dzieciakami. Będzie super, bo jadę razem z Renatą i jej klasą, a być może wkrótce moją klasą .

2. W czerwcu czeka mnie awans i mianowanie. Hmmm…

3. Szykuje się kilka ciekawych imprez, w których chcę wziąć udział – DJ Antoine w styczniu, Mr. X w lutym. Na razie tylko tyle zapowiedzi.

4. Na jednym z blogów wyczytałem ciekawe postanowienie: „Chcę dokończyć czytać wszystkie zaczęte i odłożone książki”. Myślę, że to postanowienie odnieść się może i do mnie, a trochę tych książek się w moim przypadku uzbierało.

5. Chciałbym trochę zmądrzeć. Może przyjdzie mi to z czasem…

Co się z tego udało? 
1. Wyjazd na Zieloną Szkołę udany. Żadnych problemów, wszystko ułożone na 6.
2. Awans zawodowy uzyskany w lipcu. Wyższy szczebel w pracy, ale rewelacji nadal brak. 
3. Założone imprezy się odbyły. Wybawiłem się nieziemsko. W pewnym momencie przestałem odwiedzać nasz klub i jakoś się urwało dalsze balangowanie. Może przesyt?
4. Całościowo zamiar niezrealizowany. Część książek doczytana, reszta nadal założona zakładką lub ołówkiem spoczywa sobie na półce książek niedoczytanych. Kiedyś ich kolej nadejdzie...
5. Punkt niezrealizowany. Jak głupio i pochopnie nieraz postępowałem, tak i zostało mi to w roku mijającym. Może to przez wzrastający słomiany zapał, a może przez zmęczenie materiału. Punkt ten przepisuję jako postanowienie na rok nadchodzący.


Coś, czego nie planowałem rok temu, a się powiodło:
1. Wyjazd na Litwę. 
2. Wakacyjne wypady. Spontanicznym krokiem odwiedziłem znajomego w Warszawie i liznąłem odrobinę zwiedzania stolicy. Myślę, że kiedyś się tam jeszcze pojawię, aby zobaczyć to, czego się nie udało zobaczyć. Potem niezapomniany wypad na Grunwald - szkoda nawet pisać o tym. 
3. Studia. Wylądowałem jednocześnie na dwóch specjalizacjach, z czego jedna ma mnie przygotować do otwarcia studiów doktoranckich. Nauki dużo, ale wytrwam.

Ważnym aspektem roku mijającego jest też przeniesienie blogowych znajomości w sferę pozablogową i w sferę realną. Nie będę wymieniał osób, których uwaga ta bezpośrednio tyczy, oni doskonale wiedzą, że to o nich chodzi, cieszę się, że jesteście, bo każda rozmowa poza blogiem dużo dla mnie znaczy. 

Miało być krótko. Jeszcze jakieś postanowienia na rok 2011:
1. Chciałbym trochę zmądrzeć. Będę nadal nad tym pracował.
2. Trzeba zacząć o siebie dbać, ostatnio na psy mi się zeszło.
3. Pilnowanie studiów i konsekwentne podejście do nauki.
4. Przeczytanie całego dorobku literackiego P. Coelho.
5. Nadrobienie zaległości w czytaniu literatury współczesnej (szczególnie polskiej). 
6. Zielona Szkoła w maju.
7. Wakacje zagraniczne.
8. Miałem tu wpisać jedno z głównych postanowień, ale go nie wpiszę. Po rozmowie z Hekate postanowiłem zostawić sobie uchyloną furtkę w kontaktach z innymi, ale to nie znaczy, że będę na każde kiwnięcie palcem. Wszystko z umiarem i solidnym rozważeniem za i przeciw. 

Chyba to wszystko. 

WSZYSTKIM BLOGOWICZOM I INTERNAUTOM ŻYCZĘ WYTRWAŁOŚCI W REALIZACJI ZAŁOŻONYCH CELÓW I POMYŚLNOŚCI W NOWYM ROKU.  

czwartek, 30 grudnia 2010

118. Gdzie jest Pismo Święte?

Mama: Gdzie jest Pismo Święte?! Potrzebuję je natychmiast!
Ja: To taka gruba książka? 
Mama: Nie wygłupiaj się! Gdzie ono jest?
Ja: Nie wiem. Wy tu mieszkacie na co dzień...
Przekłada książki na półce, drugiej, trzeciej, schyla się, by spojrzeć na półkę pod ławą.
Mama: A tu co masz?!
Podnoszę laptopa. Zerkam. Mama zabiera grubą księgę.
Mama (z wyrzutem): No wiesz... 
Ja: No co? Podłożyłem pod spód, bo mi się komp zbyt grzeje... 

117. Hmmm??

Miałem coś tu napisać... Chyba jakieś podsumowanie roku... Mózg mi się zlasował... Napisałem pracę o pitagorejskiej metempsychozie i teraz nie wiem, jak się nazywam... Idę pogłaskać kota... Stop! Przecież ja kota nie mam! To idę pogłaskać cudzego! Bye!
Tym razem pan w pełni ubioru swego.
PS. Imprezowy wieczór sylwestrowy spędzę w swoim łóżeczku.
PS2. Na pomarańczowej nadal jestem wirtualnie molestowany przez natarczywego błazna.  
PS3. Może jeszcze tu wrócę. 

środa, 29 grudnia 2010

116. Bajeczki pomarańczowej strony

 
Pomimo tego, że jestem nastawiony antyfacetowo, nie skasowałem profilu na pomarańczowej stronie. To, że go tam nadal mam, nic nie znaczy. Ale dzięki niemu przekonuję się coraz bardziej do głupoty i zakłamania, jakie tam się przejawiają. Nic, prócz zdjęcia, tam nie zmieniałem, a łapię frajerów na tym, że nie pamiętają, iż do mnie kiedyś pisali. Tego nawet, że się ze mną spotkali! Ośmieszają się żywcem! Albo udają głupich...
Męczy mnie taki jeden gostek listami. Wypisuje w nich takie bzdury, że głowa boli, że pragnie się spotkać, porozmawiać, wypić kawę. Nazywa mnie światełkiem, różyczką w ogrodzie chwastów, złotym listkiem etc., etc. Czyste mitomaństwo, bajkopisarstwo! Gostek ten nie pamięta tego, że ponad miesiąc temu pisał mi to samo, a po późniejszym spotkaniu zerwał kontakt, bo dostał kosza. Schemat jest ten sam co poprzednio. Błazen! Coraz bardziej przekonuję się do słuszności swoich wyborów.  
PS. Od jakiegoś czasu testuję innego dilera blogów. Nie ma tam tylu możliwości co tutaj, ale za to strona wygląda całkiem przyjemnie.  

115. (...)

wtorek, 28 grudnia 2010

114. (...)

Mam tego wszystkiego dość. 
Za co to wszystko? 
Kurwa mać! 
Jakie to życie jest popierdolone! 
Boże! Ześlij na mnie jaką lodową kulę, która spadając, od razu mnie zabije. 
Skończy się ten cyrk!