wtorek, 7 grudnia 2010
90. Hmmm...
Chyba w jakiś sposób musiałem dopiec Blogowiczom, gdyż prawie każdy wyrzucił moją ikonkę z zakładki "Obserwatorzy". Chyba że to znów Blogspot jakieś hece wywija... Ewidentnie mnie nie lubi...
niedziela, 5 grudnia 2010
89. Coś nowego
Wpis ten zaplanowałem sobie na późny wieczór i tak oto jest. Będzie trochę inaczej - weselej. Otóż wczoraj spotkałem się z uroczą Blogerką w pewnym pięknym mieście. Mowa oczywiście o Agol. Pomimo siarczystego mrozu przyszła w umówione miejsce punktualnie. Gdy tylko weszła do środka knajpki, całe pomieszczenie wypełniło się uśmiechem. Tak, tak, nie przesadzam, bo i mi się on udzielił. Bałem się, że zapadnie milczenie i obie strony będą szukały dziur w podłodze lub plam na suficie. Stało się inaczej. Rozmawialiśmy o wielu sprawach. Potem poszliśmy na spacer po Rynku. Zmagaliśmy się z lodem na powierzchni, bo co chwilę buty ujeżdżały i można było zające łapać. Czas mijał szybko i trzeba było zbierać się na dworzec. Najpierw ja miałem odprowadzić Agol na przystanek, a stało się tak, że to Ona odprowadziła mnie :)
Cieszę się, że mogłem Cię poznać. Zaraziłaś mnie swoim uśmiechem. Dziękuję!
Cieszę się, że mogłem Cię poznać. Zaraziłaś mnie swoim uśmiechem. Dziękuję!
88. Oczopląsy
Od rana siedzę nad kwiczącą pracą i na szczęście zbliżam się już do końca. Na godz. 18. jestem umówiony z kobietą i oddam jej cały 1. rozdział i bibliografię. Praca nad tym idzie mi jak krew z nosa. W ramach przerwy załączyłem Interię, aby poczytać informacje. I czytam: "Ekshumanizacja oficerów". Zapaliła się lampka i zajarzyłem, że coś mi zgrzyta w tym tytule, ale nadal próbuję go zrozumieć... Czytam dalej: "Dwa tysiące plemników dla katowiczan" (zamiast pierników). Chyba powinienem na dziś zakończyć czytanie i pisanie poważnych tekstów...
87. Na ślubnym kobiercu
Jako że nigdy nie stanę na ślubnym kobiercu, nie będę przymierzał i dobierał do garnituru koronkowych żabotów i muszników (takie się teraz zakłada zamiast krawatów) oraz spinek do rękawów, to wczoraj z dużym zaciekawieniem słuchałem wykładu o instytucji małżeństwa. Niektóre informacje skwitowałem uśmiechem lub półuśmiechem, inne odebrałem z przymróżeniem oka, a jeszcze inne wywołały we mnie falę oburzenia i protestów. Chciałem wykładowcy zadać trochę skomplikowanych i kontrowersyjnych pytań, ale w odpowiedniej chwili ugryzłem się w język, gdyż, ni stąd, nie zowąd poruszył kwestię związków homo. Jako singiel z wyboru i przeznaczenia zapaliłem się na wywody o braku odpowiedzialności związków jednopłciowych, które starają się o adopcję. I się nasłuchałem! Uszy mi więdły! Brakowało, abym z kurtką na ręku ostentacyjnie wyszedł z sali, jak to zrobiła arystokracja krakowska podczas premiery "Wesela".
Coś tam sobie notowałem, jakieś hasła przewodnie (ponoć z tego mam mieć egzamin), a na marginesie zeszytu kwitły wykrzykniki. W połowie tego niezwykłego wykładu zorientowałem się, że wykładowca sobie zaprzecza - raz mówi tak, a potem inaczej. I nie wiedziałem, że ksiądz (właśnie ów wykładowca) może być ekspertem i znawcą instytucji małżeństwa i zakładania rodziny. Śmiać mi się chciało, jak opowiadał o tym, że "naucza" przyszłych nowożeńców w sprawach płodzenia dzieci i, a to już była skrajność, najlepszych metod na "powołanie do życia" dziewczynki lub chłopca! Prawie nigdy nie przywołuję w myślach imienia Boga, ale wtedy zawołałem Go: "Boże, słyszysz to i nie grzmisz?!"
Być może nie mam do czynienia z Kościołem i z księżmi, ale zwątpiłem w ich mądrość i głoszoną tolerancję.
Coś tam sobie notowałem, jakieś hasła przewodnie (ponoć z tego mam mieć egzamin), a na marginesie zeszytu kwitły wykrzykniki. W połowie tego niezwykłego wykładu zorientowałem się, że wykładowca sobie zaprzecza - raz mówi tak, a potem inaczej. I nie wiedziałem, że ksiądz (właśnie ów wykładowca) może być ekspertem i znawcą instytucji małżeństwa i zakładania rodziny. Śmiać mi się chciało, jak opowiadał o tym, że "naucza" przyszłych nowożeńców w sprawach płodzenia dzieci i, a to już była skrajność, najlepszych metod na "powołanie do życia" dziewczynki lub chłopca! Prawie nigdy nie przywołuję w myślach imienia Boga, ale wtedy zawołałem Go: "Boże, słyszysz to i nie grzmisz?!"
Być może nie mam do czynienia z Kościołem i z księżmi, ale zwątpiłem w ich mądrość i głoszoną tolerancję.
piątek, 3 grudnia 2010
czwartek, 2 grudnia 2010
85. To już 2 lata
Słowa piosenki Agnieszki Chylińskiej mówią same za siebie:
"Jesteś dla mnie piękny tak
Że brakuje tchu, gdy widzę Cię
Kochać cię to straszny czas
Nie mogę nic, tylko trwać.
(...)
Mogę tylko patrzeć jak idziesz z nią, kochasz ją".
Dziś mijają dwa lata, jak wybrał inną drogę, o wiele łatwiejszą...
Niechaj mu się szczęści.
"Jesteś dla mnie piękny tak
Że brakuje tchu, gdy widzę Cię
Kochać cię to straszny czas
Nie mogę nic, tylko trwać.
(...)
Mogę tylko patrzeć jak idziesz z nią, kochasz ją".
Dziś mijają dwa lata, jak wybrał inną drogę, o wiele łatwiejszą...
Niechaj mu się szczęści.
środa, 1 grudnia 2010
84. Esemesowy romans
Piszę z kimś esemesy. Co ciekawe - nie wiem, kto to jest i skąd ma mój numer. Ale co jeszcze ciekawsze - ten ktoś też mnie z kimś myli. I jeszcze coś ciekawszego - z każdym następnym esemesem robi się goręcej i egzotyczniej. Ciekaw jestem, kiedy ten ktoś się zorientuje, że pisze nie z tym, z kim chce. Wiem, wiem - jestem okropny, bo nieznany mi amant podnieca się nie tą osobą, o której myśli, a ja bawię się jego kosztem. Przyznam mu się w punkcie kulminacyjnym esemesowego romansu i tym samym wyleję mu kubeł zimnej wody na głowę. Chciałbym zobaczyć jego minę, jak się dowie, że obiekt jego westchnień jest kimś zupełnie innym.
A teraz z innej beczki. Coraz bardziej podoba mi się to, co dzieje się za oknami. Już nie tylko drogowców zima zaskoczyła! Mam wrażenie, że media wyolbrzymiają początek zimy i nadają jej wymiar narodowego kataklizmu, a ludzie zachowują się tak, jakby śnieg spadł w połowie sierpnia, i krzyczą: "O! Śnieg, śnieg spadł i autko mi zasypał, co ja mam teraz zrobić?!" Prawdziwa tragedia - przecież to wydarzenie historyczne - śnieg w grudniu!! Matko Boska Różańcowa od Śniegowych Bałwanów ratuj nas, jakby to napisał w swym slangu Michał Witkowski! Po prostu szok! Mamy przecież grudzień i śnieg nie jest dziwem natury jak w Afryce! A że sprawia utrudnienia - to normalne! Jakby ludziom chciało się do pobliskiej Biedronki przejść na nogach, to nie utknęliby w korkach, a jak chcą być tak wygodni i wozić swoją dupę samochodem po mieście w takie śniegi, to niech tracą czas i nerwy. Ich sprawa. A zima zimą i nie zmieni swej natury. 100 lat temu też były zimy i to o wiele sroższe niż dziś i nie narzekano. Polakom nigdy nie można dogodzić - jak jest lato, oni chcą zimy, jak jest zima, to chcą wiosny, jak jest zielone, to oni chcą w tym momencie czerwonego. Uch, cóż za naród...
Proponuję supernowoczesny i superwygodny pojazd na zimę dla wszystkich wygodnickich. Na pewno w korku nie utknie i wszędzie się nim dotrze. I to na czas!
A teraz z innej beczki. Coraz bardziej podoba mi się to, co dzieje się za oknami. Już nie tylko drogowców zima zaskoczyła! Mam wrażenie, że media wyolbrzymiają początek zimy i nadają jej wymiar narodowego kataklizmu, a ludzie zachowują się tak, jakby śnieg spadł w połowie sierpnia, i krzyczą: "O! Śnieg, śnieg spadł i autko mi zasypał, co ja mam teraz zrobić?!" Prawdziwa tragedia - przecież to wydarzenie historyczne - śnieg w grudniu!! Matko Boska Różańcowa od Śniegowych Bałwanów ratuj nas, jakby to napisał w swym slangu Michał Witkowski! Po prostu szok! Mamy przecież grudzień i śnieg nie jest dziwem natury jak w Afryce! A że sprawia utrudnienia - to normalne! Jakby ludziom chciało się do pobliskiej Biedronki przejść na nogach, to nie utknęliby w korkach, a jak chcą być tak wygodni i wozić swoją dupę samochodem po mieście w takie śniegi, to niech tracą czas i nerwy. Ich sprawa. A zima zimą i nie zmieni swej natury. 100 lat temu też były zimy i to o wiele sroższe niż dziś i nie narzekano. Polakom nigdy nie można dogodzić - jak jest lato, oni chcą zimy, jak jest zima, to chcą wiosny, jak jest zielone, to oni chcą w tym momencie czerwonego. Uch, cóż za naród...
Proponuję supernowoczesny i superwygodny pojazd na zimę dla wszystkich wygodnickich. Na pewno w korku nie utknie i wszędzie się nim dotrze. I to na czas!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



