1. Chciałbym zdementować plotki i pogłoski, że niby stąd znikam! Rozczaruję niektórych i właśnie na złość im zostaję na swoim miejscu. Dobrze mi tutaj, a że powstało inne miejsce, gdzie też aktywnie działam, niczemu nie przeszkadza. To taki mój azyl, w którym nikt nie wie, że ja to ja.
2. Pojechałem z odwiedzinami na swój koniec świata. Mam tu kilka spraw do załatwienia. Jak widzę, sprawa z bankiem nadal w toku, gmatwa się coraz bardziej.
3. W środę spodziewam się gościa. Porozmawiamy, pójdziemy w góry. Pogoda nie sprzyja dalekim wyprawom, ale jakieś bliższe szlaki nawiedzimy.
4. Nie mam zdania o wczorajszym egzaminie. Zdaje mi się, że na niektóre zagadnienia pisałem same herezje.
5. Antybiotyki zadziałały! Gardło mi puściło i mogę normalnie mówić. Przeszły bóle głowy i gorączka, ale nadal walczę z uchem. Spędza mi ono sen z powiek.
6. Oddałem pracę, nad którą ślęczałem od jakiegoś czasu. Chyba moja praca się spodobała tej kobiecie, bo dziś dzwoniła do mnie z informacją, iż jej dwie koleżanki ze studiów są zainteresowane tym, abym posiedział także nad ich pracami. Czyli robota pali się w mych rękach!
7. W końcu mam porządny internet (niestety tylko czasowo), dzięki temu odpisałem na Wasze wszystkie komentarze pod moimi ostatnimi postami.
niedziela, 16 stycznia 2011
piątek, 14 stycznia 2011
125. Fuck! Fuck! Fuck!
I stało się to, czego się obawiałem, aczkolwiek wiedziałem, że kiedyś to nastąpi, przecież nie tylko świat rzeczywisty jest tak mały. Na moją stronę trafiła osoba, do której czuję awersję i mdli mnie na samo jej wspomnienie. Nie rozumiem tego w ogóle, po co tej osobie jakiekolwiek wiadomości o mnie, skoro traktowała mnie jak szmatę, a w mieście mija mnie, jakby mnie nie znała. Czego innego mógłbym się spodziewać po męskiej puszczalskiej ciotce, która włazi do łóżka prawie każdemu poznanemu facetowi, a co najgorsze - hipokrytce i plotkarze, jakiej na Ziemi jeszcze nie było.
Dobrze, że zadomowiłem już się w innym miejscu...!
Dobrze, że zadomowiłem już się w innym miejscu...!
czwartek, 13 stycznia 2011
124. "Życie jest bardzo piękne!"
I tak dzięki mojemu zawzięciu, uporowi i w pewnej mierze idealizmowi wylądowałem na antybiotykach. Jak to powiedziała moja koleżanka z pracy: "Pamiętaj, że wszyscy nadgorliwcy to już dawno na cmentarzu leżą". Czuję się fatalnie, grypa mnie pokonała, ucho tak nawala, że mało co nocami nie walę głową w ścianę. W końcu byłem u lekarza, ale odmówiłem przyjęcia L4, w sumie to jutro ostatni dzień pracy i rozpoczynamy ferie. Tak już mam, że jak czegoś nie dopilnuję osobiście, to potem męczą mnie przerwane sprawy. Jesteśmy już po klasyfikacji i po wszystkich zebranich, naradach, zespołach etc., etc. Szóste klasy napisały test. W czasie ferii sprawdzę go, ocenię i zrobię potrzebne zestawienia.W sobotę muszę być w Krakowie, mamy jakiś egzamin pisemny. Pojadę na czworakach.
Od tej grypy wszystko mnie boli i nie mogę się skoncentrować na nauce. Załatwiłem sobie filmy i próbuję na nie zaglądać. Obejrzałem "Galerianki". Wcześniej nie widziałem tego filmu. Smutna prawda o polskiej młodzieży, niestety, będzie tylko gorzej. W kulturze XXI wieku nie ma już miejsca na przyjaźń, zaufanie, szacunek, dobro, honor, nie mówiąc o miłości. Praktycznie wszyscy traktują się przedmiotowo i oceniają po tym, jak się wygląda, jakie ma się ciuchy, jaki telefon, ile kasy ma się przy sobie, czy jest się księciem z pierwszej okładki popularnego brukowca.
Jakikolwiek przejaw skromności, naturalności, odrębności od razu jest rozgniatany niczym wstrętny i ohydny robal. Trzeba się dopasować do tych, którzy dyktują warunki lub zginąć.
Obejrzałem też serial o Tudorach, a dokładnie o okrutnych rządach Henryka VIII. Krew się leje strumieniami, wszędzie obecne są zdrady, podejrzenia, spiski, oskarżenia, dążność do władzy po trupach. Lecą głowy spod toporów niczym deszcz i nieważne, czy to królewska dwórka, książę, lord, hrabianka, szlachcic czy królowa. Prawie każda z tych osób padła ofiarą intryg i spisków, gdyż znała jakiś sekret lub po prostu stała komuś na drodze. Zaimponowała mi odwaga i postawa Anny Boleyn, która nawet przed katem stała dumna i wzniosła. Również Katarzyna, młodziutka królowa o delikatnej urodzie, odważnie położyła głowę na pieńku, szepcząc: "Życie jest bardzo piękne!"
Tak porówując ze sobą "Galerianki" i serial o Tudorach tak naprawdę nie wiem, które czasy były dla ludzi okrutniejsze. Czy czas angielskiego renesansu, kiedy głowy ludzkie staczały się z miejskiego szafotu na pośmiewisko ludu, czy współczesny wyścig szczurów, który także decyduje o byciu lub niebyciu pośród innych.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
123. Mam okres
Wkrótce będę szukał sam siebie. Zapowiada się na to, że któregoś dnia wyjdę z domu, zostawiając na półce w łazience swoją głowę! Ostatnio wszystkiego szukam – jak nie kluczy, to portfela, to książki, to spodni, to podkoszulki, to skarpetki. W pracy mam to samo – wezmę nie ten dziennik, co trzeba, do czwartaków idę z książką do klasy szóstej, do Kamila wołam Krzysiu, a do Basi – Kasiu. I tak w kółko.
Moja demencja starcza się pogarsza z dnia na dzień. Wczoraj w aptece chciałem kupić syrop do nosa, oznajmiłem pani, że miałem gorączkę ponad 28 stopni i chciałem też coś skutecznego na przedłużający się okres. Kobieta spojrzała na mnie znad okularów i pomrugała pytająco oczyma. Dziś przewróciłem do góry parkiet w domu w poszukiwaniu kart bibliotecznych. I oczywiście poszedłem do biblioteki z książkami nie tymi, co trzeba. Gdy już je w domu wymieniłem i poszedłem do drugiej biblioteki, okazało się, że od ponad dwóch godzin jest już zamknięta. Wróciłem do domu, usiadłem w fotelu i stwierdziłem, że jest ze mną coś nie tak.
Nadal mam kaktusa w gardle i ledwo co mówię. Postanowiłem zabić klina klinem, ale chyba na tym wyszedłem jeszcze gorzej niż było. Stosuję niekiedy na bolące gardło drastyczną metodę – zmrożoną pepsi w puszce. Wypiłem taką. Ale nic nie pomogło, a gardło jak bolało, tak boli. Dopiero w czwartek mogę pójść do lekarza. Jak mi nie przejdzie, to pójdę, a teraz idę już spać, bo mam dość wrażeń jak na jeden dzień.
sobota, 8 stycznia 2011
122. Marudzę i smęcę sobie w sobotni wieczorek
Będę dziś narzekał i marudził. I to bardzo. Nawet zbyt bardzo. Ulżyć sobie muszę. No, a co!
Primo: Dopiero wczoraj podpiąłem się do jakiegoś sygnału i mam w końcu w domu internet. Jest to taki net, że mnie krew zalewa. Czekam kwadrans na załadowanie się strony, a po tym czasie odczytuję komunikat: "Połączenie niemożliwe". Możecie sobie wyobrazić moją reakcję... Nic nie działa, gg ledwo co dycha, o wysłaniu mejla mogę zapomnieć.
Secundo: W pracy jatka za jatką. W środę mało co nie toczyłem piany z ust po ścięciu się z rodzicem uczennicy i z nią samą na zajęciach indywidualnych. Telepało mną do samego wieczora. Mam wrażenie, że moja ogromna cierpliwość i spokój pomału zaczynają się wypalać...
Tertio: Załamało mnie to, co się wyrabia za oknami. W ciągu jednej nocy stopniał cały śnieg i od dwóch dni siąpi deszcz. Z temperatury minusowej zrobiła się plusowa! Na początku stycznia mamy wiosnę! Niestety ten nagły skok pogodowy musiałem odchorować.
Quatro: No właśnie, tak się pochorowałem, że nie pojechałem dziś na wykłady. A zaczęło się już we wtorek, kiedy to wstałem z postrzałem w lewej łopatce. Nic a nic nie mogłem głową ruszyć. Całą środę mnie muliło, spanie męczyło, łeb bolał, a jak się już położyłem, to wstałem dopiero w czwartkowy wieczór, bo półprzytomny walczylem z gorączką prawie 39 stopni. Napchałem się lekami i jakoś stanąłem w piątek na nogi tylko po to, aby w kawiarni w naszym kinie dostać zajada od pewnie źle wyszorowanej filiżanki. A dziś? Ucho! Zatkało się i cholernie boli! Jak już coś dopada, to wszystko na raz. Ciekawe co jutro mnie dopadnie... Nie zdziwiłbym się, jakby to było nawet klimakterium...
Quinto: W gorączkowych majakach ciągle widziałem przy sobie jedną osobę...
Sexto: Jeszcze jeden cały tydzień i będą ferie! Ferie! Ferie! Ferie!
Septimo: I sesja, sesja, sesja...
niedziela, 2 stycznia 2011
121. W objęciach szału
Doprowadziłem dziś jednego gostka na pomarańczowej stronie do szału... Gdybym zapewne był obok, to bez zmrużenia oka wbiłby mi scyzoryk, i to tępą stroną, w czoło, a potem obciął język, nabił go na widelec i wystawił wronom i krukom na żer. Z tego, co wyczułem z jego pisaniny, chyba nastawił się na kruche ciasteczka i kokoski (takie włochate kokones prosto z Seszeli) i to jeszcze takie, po które nie trzeba zbyt wysoko sięgać. Na moją odpowiedź: "Nie spotykam się" - dostał pewnie szału i białej gorączki. Laptopa czy stacjonarnego na szczęście za okno nie wyrzucił, bo mi odpisał. Właśnie. I o to chodzi, że odpisał! Gdyby nie, oszczędziłby mi pewnych sformułowań pod jego adresem. Z drugiej strony cieszę się z tego, że doprowadziłem go do pasji, bo nie będzie mierzył wszystkich swoją miarą, choć wątpię w to, aby do serca wziął sobie moje poglądy. Takich jak on to nie interesuje (i mnie również).
Od dziś będę prześmiewaczem osobników i uczestników pomarańczowej strony i bez żadnych wyrzutów sumienia będę w swoim opisie piętnował zboków i pseudoksiążęta - wypiszę ich nicki i dopasuję odpowiednie przysłowie. Zemsta jest słodka!
Od dziś będę prześmiewaczem osobników i uczestników pomarańczowej strony i bez żadnych wyrzutów sumienia będę w swoim opisie piętnował zboków i pseudoksiążęta - wypiszę ich nicki i dopasuję odpowiednie przysłowie. Zemsta jest słodka!
sobota, 1 stycznia 2011
120. Być - nie być
Nie umiem już pisać wierszy!
Pokłóciły się metafory z rymami, strofy z wersami,
litery odmówiły posłuszeństwa.
Atrament zasechł w stalówce,
linie na kartkach z poziomu przeszły w pion,
kratki stały się sześcienne.
Słowa nie chcą już zdradzać myśli niepoukładanych,
koniugacje zlały składnię w sens odwrotny,
tryby z fleksją tango gramatyczne wywijają.
Alfabet niczym Pompeje kurzem przysypany,
głoski skamieniałe wiekom oddają kształty swe,
by odkrywcy po stu latach zapomnienia
odnaleźli coś, co sensu nie ma.
Pokłóciły się metafory z rymami, strofy z wersami,
litery odmówiły posłuszeństwa.
Atrament zasechł w stalówce,
linie na kartkach z poziomu przeszły w pion,
kratki stały się sześcienne.
Słowa nie chcą już zdradzać myśli niepoukładanych,
koniugacje zlały składnię w sens odwrotny,
tryby z fleksją tango gramatyczne wywijają.
Alfabet niczym Pompeje kurzem przysypany,
głoski skamieniałe wiekom oddają kształty swe,
by odkrywcy po stu latach zapomnienia
odnaleźli coś, co sensu nie ma.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



